Ależ się zapuściłam. Mój blog powoli zaczęła porastać pajęczyna (bleee)
Usprawiedliwię się tym, że chciałam już w czwartek coś napisać, lecz komputer znów odmawia mi posłuszeństwa ;/
dziś więc napisze to co chciałam przekazać wam w czwartek :)
Święta, święta i po świętach...
Jestem dwa razy cięższa i sto razy bardziej rozleniwiona o czym świadczy prawie tygodniowe zebranie się do umieszczenia postu na blogu ;P
Niby tylko dwa dni, a mój mózg już się poczuł jak na wakacjach. Wylajtować to on się potrafi szybko, gorzej z powrotem do rzeczywistości.
Z racji wyprodukowania przez siebie kiedyś tam dobrego biszkoptu babcia okrzyknęła mnie rodzinną cukierniczką. Z tego tytułu na wszelkie rodzinne okazje piekę ciasta. Zawsze idzie mi nie najgorzej. No ale w te święta myślałam, że wyjdę z siebie stanę obok i zobaczę jak siedzę …
Mazurek (który później kompletnie mi nie smakował, za to dziadkowi baardzo), kruche ciasto z miodem przekładane masą serowo-budyniową i biszkopt z pysiem, bitą śmietaną i galaretką. To był mój pierwszy raz z kruchymi ciastami ...
Wszystko byłoby świetnie gdyby nie to, że najpierw ciasto na mazurek nie chciało się zagnieść. Przynajmniej w moim odczuciu. Ileż ja się namocowałam, ile zemściłam nad tym ciastem, aż w końcu … hura! Nareszcie :)
Z kolei później myślałam, że się nie upiekło. Gdy włożyłam w niego patyk (by sprawdzić czy nie jest surowe) zostawały na nim jakby kryształki mąki. Okazało się, że taki ''krystaliczny'' posmak daje krupczatka … Wszystko jasne.
Z kolejnym ciastem zagniatanie poszło lepiej, gdyż wiedziałam, że w końcu i tak te składniki się połączą więc już tak się nie denerwowałam. Za to martwiłam się, że będzie za twarde o.O No i problem nastąpił przy rozkładaniu placków na blachę do pieczenia. Okazało się, że jest za duża i placki będą żałośnie cienkie. Szaaał …
Dodatkowo przypaliłam krem (czego na szczęście później kompletnie nie było widać ani czuć)
Przyszedł czas na biszkopt. Zawsze wyrasta mi genialnie, wysoki równy. Tym razem wciągnęło go do środka. No trudno nie wszystko przecież musi być idealne ;/
Kolejny problem wystąpił przy ubijaniu śmietany. Pierwszy raz, przysięgam! Pierwszy raz nie ubiła mi się śmietana. Zrobił się z tego aksamitny, lejący krem. No wtedy to już kompletnie zwątpiłam. Miałam ochotę pieprznąć tym ciastem w cholerę i tyle …
Sytuacje uratowała mama i na szczęście.
Jak się później okazało dziadkowi mazurek bardzo smakował, inni stwierdzili, że najlepsze jest to właśnie z przypalonym kremem (ale ciiicho), a kuzynka chciała przepis na ten nieszczęsny biszkopt z nieubitą śmietaną :P
Oczywiście nikt z gości nie wiedział o męczarniach jakie przeżyłam przy produkcji no i bardzo dobrze :)
W czwartek stuknęła mi dwudziestka dwójka. Jestem rok starsza … czy mądrzejsza? No nie wiem! ;p
Cóż starość nie radość … Nie no żartuje. Sama nie lubię jak moja młodsza o 4 miesiące koleżanka już wypatruje zmarszczek ;/ i ciągle sugeruje mi, że mój zegar biologiczny tyka. Jakby chciała mi dogryźć, że ona ma chłopaka, a ja wiecznie jestem sama. Ale czy mnie to w jakiś sposób dotyka? Nie. Nie robi to na mnie wrażenia, serio.
W końcu kto to widział, żeby dwudziestodwuletnia dziewczyna nie miała jeszcze męża i co najmniej jednego dziecka.
Zegar biologiczny … tyk, tyk, tyk … Nawet mnie to śmieszy ;P
Średniowiecze?!
No i ta jej zazdrość kiedy dowiaduje się z facebooka o kolejnych zaręczynach koleżanek. Jezus, przecież na każdego przyjdzie czas! o.O
Bez sensu …
Oczywiście chcę być matką i żoną, co nie oznacza, że mam to robić na łapu capu bo mam 22 lata. Jak to określiła ''w tym wieku bierze się co dają, wybierać mogłaś jak miałaś lat 16'' haha
Miałam tu przygotowane piękne życzenia na czwartek, dla siebie samej i każdego urodzonego czwartego kwietnia. Jest sobota więc to raczej bez sensu. Powiem tylko jedno.
Życzę nam aby w końcu przyszła wiosna :))
_____________________________________
''Here comes, comes the weekend
Hear it calling like a siren oh oh''
Hear it calling like a siren oh oh''